Odwiedź sklep MotoPodhale

Motocyklowe Powitanie Wiosny Głodówka 2026 za nami

Minął już tydzień od naszego spotkania. Kurz po spotkaniu opadł, a Skalne Podhale zasypała gruba warstwa śniegu. Czas na ostatnie słowa podsumowania, podziękowania i plany na przyszły rok. Są też zdjęcia z soboty, więc zapraszam do poczytania i oglądania.

Już po raz piąty wraz z ekipą Schroniska Głodówka pod dowództwem druha Piotra Korczaka postanowiliśmy zorganizować Motocyklowe Powitanie Wiosny. W najpiękniejszym, dostępnym bez specjalnych pozwoleń, miejscu. W harcerskim schronisku położonym na wysokości 1120 m n.p.m. Data – stała, pierwsza niedziela wiosny. W tym roku wypadało to 22 marca. Już od zeszłorocznego spotkania część osób z odległych zakątków Polski rezerwowała sobie noclegi na cały weekend, więc i tym razem postanowiliśmy, poza niedzielnym spotkaniem, zrobić coś ekstra dla weekendowych gości.

Pierwsi motocykliści zaczęli zjeżdżać już w piątek. Wielu z nich pokonało po kilkaset kilometrów, by do nas dotrzeć. Motocyklami, samochodami, a niektórzy z maszynami na przyczepie. Nie wszyscy zakwaterowani byli na Głodówce, bo pokojów wolnych już nie było. Część zamieszkała w okolicznych domach, część w Bukowinie Tatrzańskiej lub Zakopanem. Dla nas to był dzień techniczny, ale już wieczorem mogliśmy na spokojnie spotkać się, pogadać, a po zmroku pobawić się przy ognisku.

Sobota przywitała nas śniegiem. Motocykle pokryte białym puchem może wyglądały ładnie, lecz nie nastrajały zbyt pozytywnie do przejażdżki, którą mieliśmy zaplanowaną w samo południe. Ale to góry, więc warunki pogodowe lubią się szybko zmieniać. Przez poranne mgły i chmury przedarło się słonko i zaczęło ogrzewać zaśnieżoną Głodówkę. Po pysznym śniadaniu, kilku kawach oraz wielu rozmowach o motocyklowych wycieczkach i planach, zaczęliśmy się zbierać do wyjazdu.

Przejażdżka miała mieć około 100 km, kilka postojów w ładnych miejscach i zająć nam około 3h. Po tym śnieżnym poranku pewny byłem, że chętnych za wielu nie będzie, a mimo to na zbiórce stawiło się w sumie 18 motocykli i trzy samochody z uczestnikami, którzy też chcieli się z nami przejechać tą trasą.

Wyruszyliśmy punktualnie z chłodnej Głodówki i ruszyliśmy przez Wierchporoniec – najwyższe rondo w Polsce – w stronę Łysej Polany. Drogi były mokre, ale nie oblodzone. Prędkość mieliśmy spacerową, ale jadąc w tak sporej grupie i tak za szybko jechać się nie da. Po przekroczeniu granicy ze Słowacją skierowaliśmy się na Tatrzańską Jaworzynę, a później przez Przełęcz Zdziarską w stronę parkingu przy wyciągu w miejscowości Zdziar. Tam zrobiliśmy dłuższy postój rozgrzewkowo-fotograficzny. Bo widoki były piękne!

Ze Ździaru obraliśmy kierunek na Tatrzańską Kotlinę, ale tuż przed tą miejscowością skręciliśmy na Lendak, Vyborną i Słowiańską Wieś. To znane miejscowości, które już pokazywałem nie raz w moich filmach. Poza pięknymi widokami, szczególnie za naszymi plecami, przykuwają tam również wzrok wioski romskie i wielu przedstawicieli tej mniejszości. Dzieciaki ochoczo podbiegały do drogi popatrzeć na naszą głośną jednośladową karawanę i wesoło nam machały. Pamiętajcie, że dopóki machają, to niczym nie rzucają, więc warto też do nich machać. Ze Słowiańskiej Wsi odbiliśmy na północ w stronę Relowa. Tam czekała na nas piękna droga z licznymi zakrętami. Sucho było, więc można było pojechać ciut szybciej, ale temperatura na poziomie 4-5 stopni w plusie raczej wybijała z głowy dzikie harce. Opony w takich warunkach zachowują się, jakby były z plastiku i podobną mają przyczepność, więc bez pośpiechu jechaliśmy na kolejne miejsce postoju, Przełęcz Magura koło Świętego Krzyża, na wysokości 949 m n.p.m.. Tam mały postój, spacer i wspólna fotka.

Z przełęczy w stronę Relowa i dalej, Spiskich Hanuszowiec i Matiaszowiec prowadzi fantastyczna droga z genialnymi winklami. W sezonie można się tu świetnie pobawić na jednośladzie. Dziś zabawy też nam nie brakowało, ale oczywiście z umiarem i rozwagą. Na szczęście droga była sucha i rozgrzana promieniami słońca, więc z naszych ust banan nie znikał. Słowację opuściliśmy przejściem granicznym w Łysej nad Dunajcem. Przez moment widzieliśmy piękne szczyty pienińskich Trzech Koron, a przed nami był kolejny postój – tym razem nad Jeziorem Sromowskim z widokiem na zaporę na Jeziorze Czorsztyńskim. Sporo nas było, więc zatrzymaliśmy się na parkingu pod zamkniętym kilka dni temu wyciągiem Polana Sosny. Tam bez problemu pomieściło się nasze w sumie 21 pojazdów.

Szybka fotka i przelot przez Niedzicę, Łapsze Niżne i Wyżne w stronę Przełęczy Trybskiej. Małej, z zaledwie dwoma winklami, ale lepsze dwa niż nic. Później w stronę miejscowości Trybsz, skąd odbiliśmy na Czarną Górę. Nowa, oddana do użytku w zeszłym roku droga doprowadziła nas do wioski, którą wpinaliśmy się w stronę kolejnego punktu wycieczki. To znana i lubiana Litwinka, miejsce dobrze znane motocyklistom, bo znajduje się wśród 5 najpiękniejszych punktów widokowych na Tatry. Znane również szybownikom, bo to tu, na Litwince, w 1923 roku obyły się pierwsze zawody szybowcowe w Polsce. Ma ta góra coś w sobie, bo przyciąga. Przyciągnęła i nas na postój i liczne fotki.

Z Litwinki na Głodówkę to już rzut beretem. Część podjechała jeszcze na stację benzynową lub do sklepu. Około 15 z hakiem powoli zjeżdżaliśmy do Schroniska Głodówka, gdzie czekała na nas przepyszna strawa i napitki – jak na schronisko turystyczne przystało.

Popołudniu zebraliśmy się w sali tarasowej, aby wysłuchać krótkiej prelekcji Bogdana Kurzawy, znanego wielu z Was jako Bogdan w Drodze, który opowiadał o wypadku motocyklowym, który miał dwa lata temu. Bardzo ciekawa i momentami smutna historia pokazała historię Bogdana, który przykuty do łóżka musiał walczyć z potężnym bólem, niesprawiedliwie działającym systemem, brakiem empatii i chorym prawem, które to jego, jako poszkodowanego w wypadku nie ze swojej winy, powinno chronić i wspierać. Batalia trwa nadal, a motocyklistom w podobnej sytuacji ma pomagać fundacja, którą Bogdan postanowił założyć. Dziękujemy koledze za te opowieści i garść cennych porad.

Po prelekcji Bogdana, w ramach przerwy, udało się zorganizować konkurs. Pytania nie były łatwe i związane były ze znajomością regionu oraz miejsc motocyklowych w okolicy. Do wygrania były karty podarunkowe do sklepu Defender w Gaju.

Kolejnym gościem, który zaszczycił nas swoją obecnością, był Mateusz Łaskawiec z Garażu Juliana. To właśnie z nim od kilku lat przygotowujemy na motopodhalański youtube materiały związane z inspekcjami motocykli z dość sporym, jak na jednoślady, przebiegiem. Mamy już za sobą BMW G650GS, R1200GS w wersji chłodzonej olejem oraz dwa R1200GS „wodniaki” – wszystkie z przebiegami około 150 tys km. Już wkrótce zabierzemy się za sześciocylindrowe K1600.

Wszystko to modele BMW, bo w tej marce specjalizuje się Mateusz, ale rozmawialiśmy również o innych motocyklach, ich serwisie, przypadłościach i tym, jak to my, użytkownicy, potrafimy je zepsuć błędnym użytkowaniem. Zastanawialiśmy się również, jakie części i narzędzia warto brać w dalszą drogę, czy naprawiać motocykle u lokalnych mechaników oraz czy warto uczestniczyć w szkoleniach z zakresu serwisu maszyn i techniki jazdy. W sumie rozmowa trwała prawie 2h, ale poruszyliśmy wiele ciekawych wątków. Kto wie, może część z nich rozszerzymy kiedyś w jakiejś produkcji na YT?

Wieczorem scena należała do zespołu Oddźwięk. Krzysztof Straburzyński i Rafał Gaze dali piękny koncert, umilali nam te schroniskowe posiady zachęcając do śpiewania i tańca. To był piękny wieczór!

Głównym dniem Motocyklowego Powitania Wiosny była niedziela. Już od rana na Głodówkę ściągali motocykliści z różnych stron regionu, by spotkać się, pogadać, napić dobrej kawy i skosztować szarlotki. Pogoda sprawiła, że motocykli było aż za dużo. Około południa nie było już gdzie wjechać – część maszyn parkowała na dolnym parkingu poza terenem obiektu. Atmosfera była super! Dla wielu osób była to pierwsza w tym roku okazja do wyciągnięcia motocykla, więc tym bardziej widać było radość wypisaną na twarzy.

Ekipa Schroniska Głodówka uwijała się, jak w ukropie, aby obsłużyć wszystkie zamówienia. Na placu apelowym za schroniskiem piekły się kiełbaski, można też było samemu usmażyć ją sobie na ognisku. Zysk ze sprzedaży kiełbasek i motopodhalańskich gadżetów przeznaczony był na pomoc dla małej Wiktorii, którą wspieramy od wielu lat. Tym bardziej należą się podziękowania dla Podhalańskiego Centrum Dystrybucji SALAMI i firmy GS Bukowina Tatrzańska za wsparcie naszej akcji i przeznaczenie sporej partii kiełbasek i pieczywa.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnieć muszę o jednym niemiłym wydarzeniu, które miało miejsca. Pewna grupa chciała zakłócić nasze spotkanie rozwiązując pięściami nieporozumienia związane z zakładaniem kamizelek motocyklowych. Na szczęście temat szybko ucichł i agresorzy uciekli. Więcej nie ma co pisać – niech ta sytuacja nie stanie się przysłowiową łyżką dziegciu w naszej beczce motopodhalańskiego miodu.

Bardzo dziękuję wszystkim zaangażowanym w organizację wydarzenia i oczywiście Uczestnikom! W przyszłym roku też się spotkamy, bo nasze Motocyklowe Powitanie Wiosny i tak już mocno zapisało się w kalendarzu. Pierwsza niedziela wiosny 2027 wypada w Niedzielę Palmową – to możemy zaplanować. A jaka będzie pogoda i warunki? Zobaczymy za rok 🙂

Spotkanie udane w 100%. Frekwencja 150%. Wielkie dzięki dla każdego, kto nas odwiedził. Życzę Wam dobrego sezonu i do zobaczenia w trasie. Lewa!

Filmy ze spotkania

Dostępne są w osobnym poście – zapraszam do oglądania.

Zdjęcia z niedzieli

Ponad 600 zdjęć z niedzielnego spotkania musiałem odłożyć w osobnym wpisie, bo fotogaleria jest ogromna. Mam nadzieję, że wszyscy się znajdą. Miłego oglądania!

Zdjęcia z soboty

Jeden komentarz

  1. Byliśmy, widzieliśmy, za rok też będziemy. Serdeczne podziękowania Adrianowi oraz gorącej braci podhalańskiej. Ewa i Krzysiek – Lublin.

Skomentuj Krzysztof Chochoł Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.